18 listopada 2008
Dyżur po kielichu
Żarski ginekolog na dyżurze wypił kilka głębszych. Prezes Szpitala na Wyspie rozwiązał z nim umowę o pracę, po czym zatrudnił go w poradni K w Lubsku.
Lekarz pełnił dyżur na oddziale ginekologii Szpitala na Wyspie w Żarach w niedzielę po południu, 28 września. – Około godz. 16 zgłosiła się do niego ciężarna kobieta, do porodu. Słyszałam całą rozmowę, bo rozgrywała się na korytarzu – opowiada Ewa, która była świadkiem zdarzenia, a dwa dni wcześniej urodziła synka. – Lekarz coś mamrotał, a kobieta próbowała wymusić na nim przyjęcie na oddział. W końcu gdzie miała urodzić? Na korytarzu?
Jej zdaniem, lekarz był nieugięty, ale na odchodnym ciężarna zapewniła go, że „tak tego nie zostawi”. Kwadrans później do gabinetu ginekologa wpadł policyjny patrol. Kamila Zgolak-Suszka, rzecznik prasowy żarskiej komendy, potwierdza, że wezwanie było skutkiem sygnału od anonimowej pacjentki. Lekarza zbadano alkotestem. Miał 0,84 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.
Tłumaczył policjantom, że gdy doszło do słownej utarczki z ciężarną, był już po dyżurze. Pacjentki twierdziły, że inny lekarz zastąpił go dopiero po kłótni.
Wiesław Olszański, prezes Szpitala na Wyspie, 29 września rozwiązał z ginekologiem umowę o pracę. Lekarz tłumaczył prezesowi, że na dyżurze zamienił się z kolegą.
– Nic o tym nie wiedziałem, w grafiku dyżurów był właśnie ten lekarz, a żadne nieformalne zamiany mnie nie interesują – stwierdza W. Olszański. – Nie wiem, czy to pierwszy czy kolejny przypadek wykonywania obowiązków w stanie nietrzeźwości przez tego konkretnego lekarza, ale ja nie toleruję alkoholu w firmie, stąd moja jednoznaczna decyzja – podkreśla prezes. – To jedno z najcięższych wykroczeń pracowniczych.
W. Olszański wątpi jednak, by lekarz odmówił przyjęcia na oddział, zwłaszcza że chodziło o poród. – Musiałby być kompletnie pijany. Poza tym byłaby to sprawa dla prokuratora – mówi prezes.
W. Olszański, pytany, dlaczego nie zwolnił lekarza dyscyplinarnie, tak jak postąpił trzy lata temu z pijaną pielęgniarką izby przyjęć (o sprawie pisaliśmy w „Gazecie Regionalnej”), przyznaje, że na prośbę ginekologa, poszedł mu na rękę. – Liczę, że to będzie dla niego szansa na odnalezienie się w służbie zdrowia w powiecie – stwierdza prezes.
Ginekolog rozstał się ze szpitalem, ale od 13 listopada rozpoczął pracę w poradni K w Lubsku, funkcjonującej w ramach Powiatowego Centrum Usługowego NZOZ Szpital na Wyspie. – Mam nadzieję, że sytuacja z oddziału się nie powtórzy. Poza tym lekarz będzie pod ciągłą obserwacją – zapewnia W. Olszański. – Zatrudniłem go, bo nie mogę mu odbierać jedynego źródła dochodu.
PRZYŁAPANI PO PIJAKU
Żagań, 4 marca 2004 r.
Ewa B., chirurg z żagańskiego szpitala, kierowniczka pogotowia, wyjechała pijana z zespołem karetki do chorej pacjentki. Gdy wezwani policjanci chcieli zbadać ją na zawartość alkoholu, odmówiła. Pobrano jej krew. Laboratoryjne wyniki potwierdziły, że miała 1,2 promila alkoholu. Sprawa utknęła w prokuraturze, a Ewa B. nadal pracuje.
Lubsko, 18 maja 2004 r.
W poradni okulistycznej w Lubsku, pacjentów przyjmował kompletnie pijany lekarz. Policjanci zastali go w gabinecie chrapiącego przy biurku. Sprawą zajął się rzecznik odpowiedzialności zawodowej. W Okręgowej Izbie Lekarskiej dobrze znali słabość Romana B. do alkoholu. Lekarzowi nakazano, by poddał się leczeniu. Nie zdążył. Zapił się na śmierć.
Żary, 16 sierpnia 2005 r.
Na oddziale ginekologicznym Szpitala na Wyspie, mąż pacjentki wzywa policję do lekarza Jana F. Podczas badania kobieta wyczuła od niego zapach alkoholu. Ginekolog miał w wydychanym powietrzu 0,8 promila. Skończyło się naganą od prezesa. Za karę lekarza przeniesiono do poradni K. Nadal pracuje.
Żary, 3 listopada 2005 r.
2,75 promila w pierwszym i 2,54 promila alkoholu w drugim badaniu miała w wydychanym powietrzu pielęgniarka pełniąca dyżur na izbie przyjęć Szpitala na Wyspie. Przyznała się do wypicia w pracy dwóch piw. Nie ukrywała słabości do alkoholu. W opinii personelu była świetnym fachowcem z 27-letnim stażem. Została dyscyplinarnie zwolniona. Poddała się leczeniu.
Szprotawa, 22 października 2006 r.
Krzysztof M. pełnił dyżur w szprotawskim pogotowiu, mając 0,5 promila alkoholu we krwi. Przyznał, że jest alkoholikiem, ale zapewniał, że nie pił od 17 lat. Wrócił do nałogu, gdy pojawiły się problemy z pracą i mieszkaniem. Podjął leczenie, został zwolniony z pracy.
Szukaj w wiadomościach

Nasz kanał RSS