20 listopada 2008
Nie wiadomo, co będzie jutro
- Sąsiadki mówią, że ja to mam dobrze – śmieje się Małgorzata Białko z Żagania. – Siedzę i rozwiązuję krzyżówkę, a mąż smaży kotlety. Staramy się cieszyć z każdego dnia, bo nie wiadomo, co będzie jutro.
.jpg)
Pani Małgorzata (46 l.) od 9 lat cierpi na stwardnienie rozsiane (SM). Codziennie walczy z chorobą. Udaje się jej dzięki mężowi. – Bez Andrzeja pewnie już by mnie nie było – stwierdza.
Państwo Białkowie są małżeństwem od 25 lat. Mają dwóch synów, Tomka i Darka. Pan Andrzej jest tokarzem w 10. Brygadzie Kawalerii Pancernej w Świętoszowie, pani Małgosia pracowała w sklepie. – Wcześniej miewałam zawroty głowy, problemy z widzeniem i drętwienie palców – opowiada kobieta. – Ale najgorsze zaczęło się w 1999 r. Przestałam czuć nogi, od pachwiny w dół. Były jak z waty, nie mogłam chodzić.
Zaczęły się badania, wizyty u lekarzy, szpitale, leczenie z depresji. Jednak dopiero po 5 latach stwierdzono, że to objawy SM. Tomek chodził wtedy do VIII, a Darek do VI klasy. – To było straszne – wspomina pani Małgorzata. – Nikt nie wiedział, co mi jest. Czułam się coraz gorzej. Dopiero po badaniach okulistycznych dostałam skierowanie do kliniki w Poznaniu, gdzie postawiono diagnozę.
Z SM trzeba żyć
Przy stwardnieniu rozsianym trzeba unikać wysiłku fizycznego. Nie można sobie pozwolić na jakąkolwiek infekcję, bo to przyśpiesza postęp choroby. Do tego dochodzi depresja i ból. – Początki były bardzo trudne – opowiada M. Białko. – Zadawałam sobie pytanie, dlaczego to dotknęło właśnie mnie. Lekarze z poradni SM podkreślają, że choroba nie wybiera. Może dotknąć każdego. Padło właśnie na mnie i muszę z tym żyć.
Najgorzej wykańczają lekarstwa, które trzeba brać codziennie. Sterydy uszkadzają wątrobę i powodują podskórne wybroczyny.
Są dni, gdy pani Małgorzata nie może wstać z łóżka, wtedy pan Andrzej robi jej śniadanie i zostawia herbatę w termosie. Gdy czuje się dobrze, korzystają z każdej chwili. – Jeździmy do lasu i na ryby – opowiada A. Białko. – Wychodzimy na zakupy. Staram się, żeby żona nie myślała o swoim zdrowiu. Jest bardzo wrażliwa.
Gdy M. Białko czuje się lepiej, dba o dom, gotuje i pielęgnuje kwiaty w ogródku. – Trzeba się uczesać, umalować i wyjść do ludzi – podkreśla. – Czasami spotykam znajomych, którzy się dziwią, że jestem chora, skoro tak dobrze wyglądam.
Nie narzekają
Pan Andrzej zarabia 1.500 zł, jego żona ma 750 zł renty. Ale nie narzekają. Ich mieszkanie, w starej kamienicy przy ul. Śląskiej, jest zadbane i wyremontowane. Dzięki dofinansowaniu z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, pan Andrzej wyremontował i przystosował do niepełnosprawności żony łazienkę. Ma prysznic z ławeczką, bo do wanny nie była w stanie wejść. Mężczyzna jest złotą rączką i potrafi sam wszystko zrobić. – Kiedyś był bardziej powolny - wspomina pani Małgorzata. – Moja choroba go zmieniła. Musi dbać o mnie, dzieci i cały dom. Naprawdę go podziwiam.
Kuracja za 6 tys. zł
Pani Małgorzata bierze leki wzmacniające organizm, układ odpornościowy, hamujące postęp choroby i sterydy. W poradni SM w Zielonej Górze dostała receptę na lek, który nie powoduje skutków ubocznych, ale jego cena jest nie do udźwignięcia dla pana Andrzeja. Jeden miesiąc kuracji kosztuje 6.200 zł. Kobieta nie rozpoczęła leczenia. – Byłem bezradny, poprosiłem o pomoc w pracy – kontynuuje pan Andrzej. – 10 Brygada bardzo nam pomogła. Dzięki dowódcy założono żonie subkonto, żołnierze wpłacili na nie ponad 2 tys. zł. To dla nas duże wsparcie.
- A. Białko opiekuje się chorą żoną od wielu lat – mówi kapitan Dariusz Kudlewski, oficer prasowy 10. BKPanc. – Nigdy nie mówił o swojej sytuacji. Dopiero teraz zgłosił się z problemem, gdy sam nie był w stanie sobie poradzić.
Białkowie nie mają bezpośredniego dostępu do subkonta. Pieniądze mogą być przeznaczane jedynie na leczenie i rehabilitację żony. – Na razie ciągle zażywam stare leki, bo na nowy nas nie stać – przyznaje pani Małgorzata. – Według zaleceń lekarza, powinnam go brać co najmniej przez 2 lata, żeby były widoczne efekty.
Pani Małgorzata bierze leki wzmacniające organizm, układ odpornościowy, hamujące postęp choroby i sterydy. W poradni SM w Zielonej Górze dostała receptę na lek, który nie powoduje skutków ubocznych, ale jego cena jest nie do udźwignięcia dla pana Andrzeja. Jeden miesiąc kuracji kosztuje 6.200 zł. Kobieta nie rozpoczęła leczenia. – Byłem bezradny, poprosiłem o pomoc w pracy – kontynuuje pan Andrzej. – 10 Brygada bardzo nam pomogła. Dzięki dowódcy założono żonie subkonto, żołnierze wpłacili na nie ponad 2 tys. zł. To dla nas duże wsparcie.
- A. Białko opiekuje się chorą żoną od wielu lat – mówi kapitan Dariusz Kudlewski, oficer prasowy 10. BKPanc. – Nigdy nie mówił o swojej sytuacji. Dopiero teraz zgłosił się z problemem, gdy sam nie był w stanie sobie poradzić.
Białkowie nie mają bezpośredniego dostępu do subkonta. Pieniądze mogą być przeznaczane jedynie na leczenie i rehabilitację żony. – Na razie ciągle zażywam stare leki, bo na nowy nas nie stać – przyznaje pani Małgorzata. – Według zaleceń lekarza, powinnam go brać co najmniej przez 2 lata, żeby były widoczne efekty.
Nie mają cichych dni
- Od dawna się nie kłócimy – podkreśla małżeństwo. – Nie mamy cichych dni. Od razu mówimy sobie jakieś uwagi, bo szkoda nam czasu. Przecież nie wiadomo, co będzie jutro.
- Staram się nie dopuścić, aby żona usiadła na wózku, bo to najgorsze, co może być – dodaje pan Andrzej. – Gdy tylko gorzej się poczuje, pakuję ją w samochód i wiozę do 105 Szpitala Wojskowego w Żarach. Jest trudno, ale oboje wiemy, że musimy sobie radzić.
Małgorzata Trzcionkowska
- Od dawna się nie kłócimy – podkreśla małżeństwo. – Nie mamy cichych dni. Od razu mówimy sobie jakieś uwagi, bo szkoda nam czasu. Przecież nie wiadomo, co będzie jutro.
- Staram się nie dopuścić, aby żona usiadła na wózku, bo to najgorsze, co może być – dodaje pan Andrzej. – Gdy tylko gorzej się poczuje, pakuję ją w samochód i wiozę do 105 Szpitala Wojskowego w Żarach. Jest trudno, ale oboje wiemy, że musimy sobie radzić.
Małgorzata Trzcionkowska
Aby pomóc Małgorzacie i Andrzejowi Białkom, można wpłacać pieniądze na adres: Fundacja na Rzecz Chorych na SM im. Bł. Anieli Salawy PKO I/O Kraków 43 1020 2892 0000 5102 0186 7076 z hasłem „KONDOR”. Pieniądze nie zostaną zmarnotrawione ani wydane na inne cele niż leczenie pani Małgorzaty, bo fundacja rozlicza się z chorymi na podstawie rachunków za leki, rehabilitację.
Aby dodać komentarz musisz się zalogować. Wpisz poniżej nazwę użytkownika i hasło.
Szukaj w wiadomościach
GR 402, wydanie 02.01.2009
– Niech się Wam poszczęści!
– Ranking 2008
– Tak powitaliśmy Nowy Rok
– Kultura w pałacu umiera
– Lekko nie będzie
– Był sekretarz, jest doradca
– Kreml na sprzedaż
– Dodatek specjalny NZOZ "Szpital na wyspie"
– Plebiscyt na najpopularniejszego sportowca ziemi Żarskiej, Żagańskiej i Nowosolskiej 2008 r.

Nasz kanał RSS